Mój redakcyjny kolega i przyjaciel – ks. Jacek Prusak – w tekście „Katolicka kamasutra czy chrześcijańska tantra” odniósł się do mojego tekstu „Seks jakiego nie zna Kościół”. Wdzięczny mu jestem za to, bo jakoś dotychczas nie mam szczęścia do księży: jeśli podejmują polemiki, ukryci pod nickiem na blogu, to zwykle są to jednorazowe połajanki, a nie dyskusja. Z Jackiem jest inaczej, zatem poczuwam się do tego, by odpowiedzieć na jego krytyczne uwagi i sprostowania (o ile, oczywiście, pozwoli mi na to dysproporcja między moją amatorską wiedzą a fachową erudycją profesjonalnego terapeuty J).
Najpierw przypomnę zamysł mojego tekstu, zresztą tożsamy z zamysłem tego bloga: próbuję śledzić, co doktryna Kościoła katolickiego ma do powiedzenia na temat seksu i zrozumieć, dlaczego akurat to właśnie, oraz jak to się ma do małżeńskiego doświadczenia. W związku z tym interesują mnie przede wszystkim wypowiedzi doktrynalne – a więc oficjalne wypowiedzi papieży i soborów oraz watykańskich dykasterii (zabierających głos w imieniu papieża). Jeśli zajmuję się jakimś konkretnym teologiem, to głównie ze względu na jego oddziaływanie na doktrynę.
Uzasadnienie takiego podejścia jest proste: każdy katolik powinien swoją wiarę kształtować przede wszystkim w oparciu o doktrynę, a nie o to, co na dany temat mówi jakiś teolog, ksiądz proboszcz czy nawet spowiednik. Inna rzecz, że zwykle naszą religijną świadomość silniej kształtuje potoczna pobożność, zasilana przez to, co tu i ówdzie przeczytamy czy usłyszymy. Jednakże dzisiaj jesteśmy coraz mniej „bezbronni” – sami możemy sprawdzać doktrynalną wartość religijnych prawd, którymi jesteśmy karmieni. Mamy Katechizm, najważniejsze doktrynalne teksty Kościoła są online. (Kiedyś jako pokutę otrzymałem nawiedzenie Łagiewnik. Ku zaskoczeniu spowiednika poprosiłem o jej zmianę – wiedziałem, że doktryna stoi po mojej stronie, gdyż Kościół nikogo nie zmusza do wiary w objawienia prywatne. Spowiednik ustąpił.)
Dlatego w tekście „Seks jakiego nie zna Kościół” najpierw przyglądam się, co na temat pożądania i namiętności mówi Katechizm jako doktrynalne kompendium, potem tropię pojawienie się w doktrynie kategorii „pożądania”, co nastąpiło podczas soboru trydenckiego z powodu reakcji na nauczanie Lutra. Poglądami protoplasty Reformacji na seks nie zajmowałem się szczegółowo, choć skądinąd mogą być one ciekawe – na co wskazuje Jacek. Zająłem się natomiast poglądami św. Augustyna, gdyż to one doprowadziły ojców Trydentu do wypowiedzenia się na temat pożądliwości i tym samym zdogmatyzowania jej, z czym do dziś jako wierzący musimy się zmagać.
Jasne jest, że Augustyn nie był pierwszym, który w historii Kościoła zwerbalizował lęki wobec seksualności – na co erudycyjnie zwraca uwagę Jacek. Niedawno na tym blogu sam pisałem o uprzedzeniach obu świętych apostołów: Pawła i Jana, które, jak sadzę, były skutkiem zderzenia kultury żydowskiej z kulturą grecko-rzymską. Niemniej, powtarzam – interesuje mnie przede wszystkim doktryna, a gdyby nie kontrowersja pelagiańska na temat grzechu pierworodnego i rozwiązanie jakie podał Augustyn, prawdopodobnie w samej doktrynie do dziś nie byłoby mowy o „pożądaniu”.
Jacek zwraca uwagę także na to, że pojęcie libido nigdy w historii nie miało neutralnego moralnie charakteru i że Augustyna trzeba dziś czytać po Freudzie. Nie będę się spierał, bo – powtarzam – znawcą historii seksualności nie jestem, ale wydaje mi się, że pelagianie jednak traktowali libido neutralnie. Jeśli zbyt skrótowo napisałem, że „Kościół zaanektował neutralne w swej istocie pojęcie pożądania (libido) i nadał mu negatywną konotację…”, to miałem właśnie na myśli poglądy pelagian, z którymi w tym miejscu się zgadzam. Problem w tym, że owe poglądy pelagian na pożądanie zostały hurtowo przez Kościół potępione razem z ich rzeczywistymi błędami. Zawdzięczamy to seksualnym uprzedzeniom Augustyna.
Na koniec Jacek zaleca powrót… do trzeźwej myśli św. Tomasza. Z tym zaleceniem mam problem. Ale o tym w następnym wpisie.
PS. Przy okazji podaję ciekawe, jak sądzę, linki, na które niedawno natrafiłem. Pierwszy prowadzi do bloga młodej osoby zafascynowanej naukami o mózgu – są tam ciekawe artykuły. Drugi to link do artykułu, z którego można się dowiedzieć, jak my, słabsza płeć, okrutnie cierpimy przez kobiety zażywające hormonalne antyki – i nie jest to link na strony „Naszego Dziennika”. J
Dodaj komentarz