Jutro (22 października) odbędą się w Sejmie pierwsze czytania projektów ustaw dotyczących kwestii bioetycznych. Ostatnio w mediach głośna stała się zapowiedź ekskomuniki dla posłów głosujących nie pomyśli Kościoła. Żywe reakcje wzbudziła wypowiedź ordynariusza warszawsko-praskiego, lekarza i wieloletniego misjonarza abp. Henryka Hosera, który na pytanie: „Czy posłowie publicznie deklarujący się katolikami, którzy opowiedzą się w głosowaniu za dopuszczalnością metody in vitro, mrożenia i selekcji zarodków, muszą liczyć się z ekskomuniką?”, nieco enigmatycznie odpowiedział: „Jeżeli są świadomi tego co robią i chcą, by taka sytuacja zaistniała, jeżeli nie działają w kierunku ograniczenia szkodliwości takiej ustawy, to moim zdaniem automatycznie są poza wspólnotą Kościoła”. O tyle jest ona nieprecyzyjna, że prawo kanoniczne nie przewiduje automatycznej ekskomuniki za uchwalanie świeckich ustaw, choćby były one sprzeczne z fundamentalnymi normami etycznymi. Niejasne jest również stwierdzenie „poza wspólnotą Kościoła”. Co nie znaczy, że biskupi nie mają możliwości nałożenia na katolickich posłów ekskomuniki, jeśli uznają to za stosowne. Sprawa warta jest zatem doprecyzowania.
Ekskomunika jest tzw. karą poprawczą (cenzurą), która ma za zadanie uświadomić ukaranemu nią katolikowi, że dopuścił się poważnego przestępstwa. Ma zatem uwrażliwiać nasze sumienia i wyraźnie napiętnować te czyny, których zło moralne jest w społeczeństwie ignorowane albo które poważnie godzą w fundamentalne dla funkcjonowania wspólnoty wartości. Prawo przewiduje ekskomunikę zaciąganą automatycznie po dokonaniu zagrożonego przez tę karę przestępstwa, czyli tzw. ekskomunikę latae sententiae (nie trzeba jej ogłaszać, winny sam powinien poczuwać się do jej zaciągnięcia) albo wymierzaną konkretnej osobie dekretem przez biskupa. Ekskomunika automatyczna spada np. na spowiedników łamiących tajemnicę spowiedzi. Jedynym zaś czynem bezpośrednio związanym z moralnością, napiętnowanym automatyczną ekskomuniką, jest aborcja. Mówi o tym kanon 1398 Kodeksu Prawa Kanonicznego: „Kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa”. Zauważmy: „po zaistnieniu skutku”.
W poważnych okolicznościach biskup może wymierzyć ekskomunikę podlegającym sobie wiernym, jeśli uzna, że będzie to pożyteczne („zwłaszcza ekskomuniki nie powinien ustanawiać, jak tylko z największym umiarem i jedynie za cięższe przestępstwa”; kanon 1318). Najpierw jednak musi upomnieć przestępcę („cenzury nie można ważnie wymierzyć bez wcześniejszego jednego przynajmniej upomnienia, by winny zaniechał uporu i bez dania mu odpowiedniego czasu na poprawę”; kanon 1347 – pytanie, czy w świetle tego kanonu za upomnienie można potraktować już samą groźbę nałożenia ekskomuniki jeszcze zanim przestępstwo zostało dokonane?).
Osoba ekskomunikowana wbrew potocznemu mniemaniu nie zostaje wykluczona ze wspólnoty Kościoła. Nadal pozostaje katolikiem ze wszystkimi wiążącymi się z tym obowiązkami (np. z obowiązkiem uczestniczenia w coniedzielnej mszy św.). Pozbawiona zostaje tylko pewnych dóbr duchowych – głównie możliwości przyjmowania i sprawowania sakramentów (dla osoby świeckiej najbardziej dotkliwy jest zakaz spowiedzi i przyjmowania komunii św.). W biskupim dekrecie nakładającym ekskomunikę muszą być precyzyjnie wyszczególnione warunki jej uchylenia. Według Kodeksu: „Należy uważać, że od uporu odstąpił winny, który rzeczywiście żałował popełnionego przestępstwa, a ponadto odpowiednio naprawił szkody i zgorszenie lub przynajmniej poważnie to przyrzekł” (kanon 1347).
Powróćmy do głosowania nad projektami ustaw bioetycznych. Czy posłom-katolikom głosującym za ustawą dopuszczającą in vitro grozi ekskomunika? Na pewno nie automatyczna, gdyż kara „wiążąca mocą samego prawa” musi być przez to prawo wyraźnie odniesiona do konkretnego czynu (kanon 1314), a nie ma kanonu mówiącego o ekskomunice za ustanawianie niemoralnych ustaw. Zatem posłowie mogą się spodziewać co najwyżej indywidualnych dekretów wymierzanych przez biskupów ich miejsca zamieszkania (zatem posła z Krakowa nie może ekskomunikować np. biskup warszawski) za konkretny czyn, np. za poparcie w głosowaniu ustawy dopuszczającej niszczenie zarodków.
Nie sadzę, by biskupom zależało na piętnowaniu w ten sposób samych zabiegów in vitro. Chodzi raczej o napiętnowanie wiążącej się z nimi praktyki niszczenia zarodków. Kościół pozostaje we współczesnym świecie często jedyną instytucją, która stara się chronić interesy dzieci od samego ich poczęcia. I nie chodzi o jakąś czysto ideową postawę niezgody na jakikolwiek kompromis społeczny typu: prawo całkowicie zakazujące in vitro albo brak prawa. Taka sztywna postawa przypominałaby gest piłatowy i pozostawiałaby stanowienie prawa w rękach skrajnych ugrupowań.
Nie takiej postawy od katolików oczekuje Kościół. Jan Paweł II w encyklice „Evangelium vitae” pisze, że katoliccy posłowie mogą udzielić poparcia działaniom zmierzającym do ograniczenia niedoskonałego moralnie prawa, jeśli jest to jedyny sposób zmniejszenia jego negatywnych skutków, a prawa całkowicie zgodnego z moralnością nie da się w danych warunkach politycznych uchwalić (punkt 73). Taki kompromis w parlamencie jest moralny. Prawdopodobnie tę właśnie wypowiedź papieża miał na myśli abp Henryk Hoser, gdy mówił w przytoczonym wyżej cytacie o wymogu działania „w kierunku ograniczenia szkodliwości takiej ustawy”. Bądźmy realistami, przy obecnym układzie parlamentarnym i społecznej akceptacji dla in vitro nie da się uchwalić prawa całkowicie zakazującego tych zabiegów.
Zatem groźba ekskomuniki oznacza, jak się można domyśleć, wsparcie dla ustawy, która kompromisowo godziłaby się na zabiegi in vitro, ale tylko dla małżeństw i z bezkompromisowym wykluczeniem zamrażania oraz niszczenia zarodków. Nie trudno wskazać, który projekt spełnia te warunki.
Skomentuj shaak_ti@onet.pl Anuluj pisanie odpowiedzi