Wyobraźcie sobie słowa Papieża na temat in vitro:
„Jest to odstępstwo od zasad moralnych, ale podyktowane, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, pragnieniem potomstwa, licznego potomstwa. Pragnienie to jest tak głębokie, prokreacja jako istotny cel małżeństwa tak oczywista, że miłujące małżonki, w wypadku gdy nie mogą obdarzyć swych mężów potomstwem, same proszą swych miłujących je małżonków o to, ażeby mogły do swego wnętrza przyjąć potomka poczętego w laboratorium”.
Język, co prawda, nieco staroświecki, ale sama wypowiedź, usprawiedliwiająca w ten sposób uciekanie się do in vitro, byłaby ciekawa, prawda?
Mam nadzieję, że Jan Paweł II wybaczy mi trawestację fragmentu jego katechez o małżeństwie, który tłumaczy fakt poligamii patriarchów Starego Testamentu. Zdumiał mnie jednak ciepły ton tej argumentacji – podkreślanie, jak to się tacy małżonkowie miłowali! A przecież poligamia jest czymś dużo gorszym, jak mi się wydaje, od poczynania dzieci w laboratorium (zakładając, po Gowinowemu, że nie ma niszczenia ani mrożenia zarodków).
Oryginalny fragment brzmi:
„Odstępstwo samo było podyktowane, zwłaszcza w czasach Patriarchów, pragnieniem potomstwa, licznego potomstwa. Pragnienie to było tak głębokie, prokreacja jako istotny cel małżeństwa była tak oczywista, że miłujące małżonki, w wypadku gdy nie mogły obdarzyć swych mężów potomstwem, same prosiły swych miłujących je małżonków o to, ażeby mogły 'na swych kolanach’ przyjąć potomka, którego wyda na świat inna kobieta” („Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”, tom II, s. 49).
Skomentuj ~Politolog Anuluj pisanie odpowiedzi