Pod poprzednim moim wpisem skomentowaliście tekst Krystyny Błażejczyk „U progu życia„. Nie wypowiadałem się, gdyż napisałem komentarz do papierowego wydania TP. Niestety, w tym numerze (47.) nie zmieścił się, zatem w Internecie ukaże się dopiero za dwa tygodnie. Tutaj jedynie ujawnię, że tekst Błażejczyk był dłuższy i redakcja musiała go skrócić, aby zmieścił się do papierowego wydania na jednej stronie. W pierwotnej formie był bardziej dramatyczny, dlatego nie byłbym dla autorki zbyt surowy – to sprowokowane tekstami ks. Prusaka autentyczne i m.in. dlatego cenne świadectwo zmagań z doktryną i życiem.
Pisząc mój komentarz do tego tekstu raz jeszcze sięgnąłem do „Humanae vitae„. I jak to mi się czasem znienacka zdarza J, dostrzegłem zupełnie nową interpretację tego dokumentu, która rzuca też nowe światło na nasze dyskusje. Pamiętacie, że gdy w pierwszym odcinku cyklu o HV napisałem, iż przedmiot – czyli bezpośredni cel – stosunku seksualnego może być tylko jeden i jest nim według nauczania Kościoła prokreacja, rozgorzała dyskusja na ten temat. Pytaliście: jak to jeden – przecież obok prokreacji jest jednoczenie? Upierałem się, że przedmiot aktu może być tylko jeden (ze względów formalnych!). I miałem rację! Natomiast nie miałem racji, gdy napisałem, że Paweł VI przyjął za tradycją, iż przedmiotem stosunku jest prokreacja, czyli po prostu dzidziuś jako skutek naturalny. W istocie Paweł VI dokonał – jak to teraz dopiero dostrzegam – rewolucji w postrzeganiu przez Kościół przedmiotu aktu małżeńskiego, choć jednocześnie zrobił wszystko, by w moralnych konsekwencjach nic się nie zmieniło.
Rewolucja została przygotowana przez Sobór Watykański II, który dowartościował podmiotowy wymiar małżeństwa i seksualności, czyli miłość i międzyosobową więź. Mówiąc o aktach seksualnych, konstytucja „Gaudium et spes” głosi: „Miłość wyraża się i dopełnia w szczególny sposób właściwym aktem małżeńskim. Akty zatem, przez które małżonkowie jednoczą się z sobą w sposób intymny i czysty, są uczciwe i godne; a jeśli spełniane są prawdziwie po ludzku, są oznaką i podtrzymaniem wzajemnego oddania się, przez które małżonkowie ubogacają się sercem radosnym i wdzięcznym” (p. 49). Paweł VI, powołując się na ten fragment w punkcie 11. HV, dopowiada: akty te „nie przestają być moralnie poprawne, nawet gdyby przewidywano, że z przyczyn zupełnie niezależnych od woli małżonków będą niepłodne, ponieważ nie tracą swojego przeznaczenia do wyrażania i umacniania zespolenia małżonków”. Zatem dobrem (czyli pożądanym skutkiem), do którego dążą małżonkowie poprzez stosunki seksualne, jest wyrażenie i umocnienie więzi małżeńskiej. Jest to dobro podmiotowe, subiektywne, realizujące się w ich świadomości. Czy to jest właśnie ów tak długo i z takim mozołem J poszukiwany przeze mnie „przedmiot aktu seksualnego”?
W tym samym punkcie 11. Papież zamieścił jednak to słynne zdanie, które całą sytuację komplikuje: „Jednakże Kościół, wzywając ludzi do przestrzegania nakazów prawa naturalnego, które objaśnia swoją niezmienną doktryną, naucza, że konieczną jest rzeczą, aby każdy akt małżeński zachował swoje wewnętrzne przeznaczenie do przekazywania życia ludzkiego”. Obok przeznaczenia stosunku do „wyrażania i umacniania zespolenia małżonków” mamy zatem drugie przeznaczenie: do „przekazywania życia”. Nie oznacza to jednak, że Papież mówi o dwóch odrębnych celach aktu małżeńskiego. Mówiąc o celowości aktu, zawsze ma na myśli jeden cel – moim zdaniem, właśnie przede wszystkim z powodu formalnych wymogów etyki. W punkcie 13. komentując akty antykoncepcyjne, Paweł VI nie pisze, że niweczą one cel prokreacyjny stosunku – jeden z dwóch, tylko, że są „częściowym pozbawieniem właściwego mu znaczenia i celowości”, są „dokonane z uszczerbkiem dla zdolności przekazywania życia”. Takie postępowanie, zdaniem Papieża, jest działaniem „wbrew naturze tak mężczyzny, jak i kobiety, a także wbrew głębokiemu ich zespoleniu”. „I właśnie dlatego – dodaje Papież – sprzeciwia się też planowi Boga i Jego świętej woli”. Co z tego wynika?
Zjednoczenie, które dokonuje się w świadomości małżonków i prokreacja czyli dzidziuś jako skutek współżycia – są to dwa odrębne dobra (cele) o całkowicie różnych „naturach”, które nie da się połączyć w jeden cel. Zatem musimy wybrać! Paweł VI wybrał zjednoczenie i wymiar podmiotowy, wbrew całej tradycji katolickiej, ale zgodnie z sugestiami Soboru – na tym polega rewolucyjność „Humanie vitae”. Dlatego mówi nie tylko o „celowości”, „przeznaczeniu”, ale także – i to w najważniejszym miejscu encykliki! – o „znaczeniu tkwiącym w stosunku małżeńskim” (p. 12) i na poziomie „znaczenia” (czyli podmiotowym) wsadza w stosunek prokreację. Stąd „dwojakie” znaczenie stosunku, które ma być zarazem „nierozerwalne”. W ten sposób mimo podmiotowej rewolucji w postrzeganiu seksu, chce uratować stare normy moralne opierające się na prokreacji.
Podsumowując: przedmiotem stosunku seksualnego, czyli jego pożądanym skutkiem i właściwym bezpośrednim celem jest przeżycie zjednoczenia seksualnego, które w świadomości małżonków „wyraża” i „umacnia” ich międzyosobową więź, ale czyni to tylko wtedy – zdaniem Papieża – gdy zostanie zachowane „znaczenie prokreacyjne” stosunku, a więc odniesienie w świadomości małżonków do ich wzniosłego zadania rodzicielskiego. Mówiąc obiektywnym językiem, który próbowałem sformułować w artykule „Małżeńska intymność„, przedmiotem stosunku małżeńskiego od strony materialnej są owe tworzone i uaktywniane „ścieżki neurochemiczne” w mózgach kochanków, ale koniecznie razem ze spermą w narządach rodnych kobiety. Dlaczego „razem” i dlaczego „koniecznie”?
Zauważcie, że wysiłek Magisterium (np. nauczanie Jana Pawła II) poszedł właśnie w tę stronę, by za wszelką cenę (łącznie z sięganiem po stereotypy np. żon bezpardonowo używanych przez mężów) ukazywać, że jedno bez drugiego nie jest tym, czym jest w kochającym się małżeństwie.
PS. Jeszcze o ciekawej uwadze Jana Pawła II na temat HV: 12. punkt encykliki Paweł VI kończy optymistyczną uwagą: „Sądzimy, że ludzie naszej epoki są szczególnie przygotowani do zrozumienia, jak bardzo ta nauka jest zgodna z ludzkim rozumem”. W środowych katechezach na temat małżeństwa Jan Paweł II pisze, że Paweł VI spodziewał się zrozumienia właśnie ze względu na to, iż w XX wieku zaczęto dowartościowywać podmiotową stronę w postrzeganiu człowieka. Ciekawe jest również to, że w polskim Kościele do niedawna jedyna „kontestacja” encykliki polegała na odrzuceniu owej podmiotowej rewolucji Pawła VI. Czego przykładem są właśnie poglądy ks. prof. Tadeusza Ślipko, które nieopatrznie skojarzyłem z encykliką.
Skomentuj ~Farad Anuluj pisanie odpowiedzi