Napisałem, że w doświadczeniu przyjemności nie można widzieć przedmiotu aktu, czyli obiektywnego celu czynności seksualnych. Przede wszystkim ze względu na subiektywny i krótkotrwały charakter tego przeżycia. Choć oczywiście przyjemność pełni ważną rolę podczas stosunku – np. trudno uznać za udane współżycie będące nieprzyjemne dla któregoś z partnerów.
Przypomnijmy cechy przedmiotu czynu: jest on w strukturze czynu czynnikiem stałym, niezmiennym, decydującym o tożsamości czynu i w sposób wewnętrzny, czyli konieczny związanym z jego dynamiką jako skutek naturalny. Dlatego określa obiektywną stronę czynu, niezależną od jego zmiennych i doraźnych okoliczności, m.in. niezależną od naszych nastawień, nastrojów czy przeżyć. Musi być to zatem dobro obiektywne, osiągalne tylko poprzez ten czyn, albo tę kategorię czynów. Jeśli ponadto dobro to ma mieć charakter moralny, musi być wewnętrznie w sposób konieczny związane z jakąś wartością moralną ważną dla osobowego dojrzewania człowieka. Od razu napiszę, że moim zdaniem jedyną wartością moralną, która mogła by tu wchodzić w grę i jednocześnie konkurować z wartością zaistnienia nowego życia, jest tworzenie międzyosobowej więzi. Zatem co w stosunku seksualnym spełnia wszystkie te cechy, łącznie z podstawą dla tworzenia więzi?
Seksualna intymność. Oto mój kandydat na przedmiot aktu seksualnego, czyli bezpośredni cel i zarazem skutek czynności seksualnych. Brzmi niepozornie, ale przyjrzyjmy się dokładniej. Podejmując działania seksualne zmierzamy wprost, mocą samej ich dynamiki do stworzenia stanu jedynej w swoim rodzaju bliskości – odsłonięcia się. Nawet jeśli o tym nie myślimy, tak się dzieje i nie możemy się wypierać, że o to nam nie chodziło. Intymność tworzy się mocą dynamiki działania, niezależnie od naszych nastawień, nastrojów czy motywów. Relacja między podmiotami po stosunku zmienia się – można by powiedzieć: zmienia się na zawsze. Już nigdy nie będzie taka sama, jak przed stosunkiem. Jest to więc stan nowy i trwały, domagający się naszej świadomej odpowiedzi. Oczywiście możemy go zignorować, ale nie zmienia to faktu, że wciąż będzie się takiej odpowiedzi domagać. Zatem czy tego chcemy, czy nie – seksualna intymność jest więziotwórcza. I tak dzieje się znów niezależnie od okoliczności: czy współżyjemy z przypadkową osobą, czy nieprzypadkową, czy w ramach związku małżeńskiego, czy poza nim, nasze działania nas ze sobą wiążą.
Pozostaje jeszcze jedna cecha do omówienia: obiektywność. Relacja seksualna, choć powstaje między osobami, dzieje się na poziomie ich świadomości, jest wspólnym przeżyciem. Zachowuje więc subiektywny charakter. Ale ma też porządną obiektywną stronę, którą możemy coraz dokładniej badać dzięki rozwojowi nauki. Po łacinie czasownik intimo oznacza „wprowadzać do wnętrza”. Właśnie ten źródłosłów zwrócił moją uwagę na intymność jako na odpowiedniego kandydata na przedmiot działań seksualnych. Przy czym nie mam na myśli (a przynajmniej nie w pierwszym rzędzie J) chwilowego związku ciał, tylko trwałe wprowadzenie obrazu osoby, z którą współżyję, do wnętrza mojej świadomości (także podświadomości). A taki proces ma bardzo solidne, bo neurochemiczne podstawy.
Nie znam się na chemii mózgu, ale przypomniałem sobie, że w jednym z przypisów wspominanej już przeze mnie wielokrotnie książki Carnesa „Od nałogu do miłości” znajduje się ciekawa informacja: „Znany jest od niedawna związek między epinefryną – silnie uzależniającym hormonem w warunkach podawania go z zewnątrz – a zapamiętywaniem uczucia podniecenia seksualnego i związanych z nim obrazów. Z badań psychologa Jamesa L. McGaugha z Uniwersytetu Stanowego w Kalifornii w Irvine (…) wynika, że wspomnienia zdarzeń i przeżyć, które kojarzą się z chwilami silnego emocjonalnego pobudzenia (a śmiało można tu wymienić pobudzenie seksualne), 'zaszczepiają się’ w mózgu za pośrednictwem tego hormonu i są trudne do wymazania. Endogenna produkcja epinefryny wiąże się także z oglądaniem pornografii i uzależnia od niej. Silne, seksualnie pobudzające wspomnienia z przeszłości, ciągle, na powrót, wciskają się do wyobraźni i stymulują erotyczne podniecenie jednostki. Jeżeli do fantazji dołącza się onanizowanie, wówczas dużo mocniej, za pomocą większych dawek epinefryny, wiąże się w mózgu doświadczane pobudzenie seksualne z konkretnymi scenami w umyśle”. Zatem, to co robimy w dziedzinie seksualnej nie jest niewinne, zostawia trwałe ślady i wpływa na nasze zachowanie. Jest niezwykle ciekawe, że niektóre zachowania seksualne, jak masturbacja czy korzystanie z pornografii silnie uzależniają, a inne, jak stosunek seksualny z kochaną osobą – nie. Przepowiadam, że prędzej czy później etyka seksualna będzie musiała podnieść wzrok z nad dolnych części naszego ciała, by zaglądnąć nam do głów. J Jak już mówiłem, to mózg jest najważniejszym organem seksualnym i to, co się w nim dzieje, ma decydujące znaczenie także dla etyki.
Jeżeli mam rację i w rzeczywistości to seksualna intymność a nie prokreacja jest przedmiotem działań seksualnych, jakie z tego płyną konsekwencje etyczne?
Skomentuj ~lesit Anuluj pisanie odpowiedzi