…i po rewolucji. Trwała niecałą dobę: od sobotniego wieczora, kiedy światowe agencje obiegła sensacyjna wiadomość, że Papież zmienił nauczanie na temat prezerwatyw, do niedzielnego popołudniowego dementi rzecznika prasowego Watykanu. Siła newsa jest przepotężna – głos rozsądku, rozpowszechniany przez Tygodnik Powszechny, właściwie został zignorowany przez duże polskie media (z wyjątkiem TVN).
„Papież bynajmniej nie usprawiedliwia moralnie nieuporządkowanego życia seksualnego – napisał ks. Federico Lombardi w niedzielnym oświadczeniu. – Uważa jednak, że stosowanie prezerwatywy przy niebezpieczeństwie zakażenia jest <pierwszym aktem odpowiedzialności>. Byłby to <pierwszy krok na drodze ku seksualności bardziej ludzkiej>, niż gdyby miało się wystawić na szwank życie drugiego człowieka, nie używając prezerwatywy”. Watykański rzecznik odniósł się w ten sposób do wypowiedzi Benedykta XVI z książki rozmów przeprowadzonych przez Petera Seewalda, która we wtorek będzie mieć światową premierę (niestety na polski przekład jeszcze trochę poczekamy, za to w najbliższym środowym numerze Tygodnika rozdział o etyce seksualnej, a w nim o celibacie, rozwodach i… antykoncepcji). A propos prezerwatywy i AIDS Benedykt XVI powiedział (tłumaczenie Wojtka Pięciaka, którego komentarz można znaleźć na stronie TP):
Papież: – Być może istnieją uzasadnione pojedyncze przypadki, gdy np. mężczyzna uprawiający prostytucję używa prezerwatywy w sytuacji, gdy takie postępowanie może być pierwszym krokiem na drodze do umoralnienia, jakimś zalążkiem odpowiedzialności, aby na nowo rozwinąć świadomość tego, iż nie wszystko jest dozwolone i nie wolno robić wszystkiego, na co ma się ochotę. Ale nie jest to rzeczywisty sposób na poradzenie sobie ze złem, jakim jest infekcja HIV. Taki rzeczywisty sposób może polegać natomiast na uczłowieczeniu seksualności.
Seelwald: – Czy oznacza to więc, że Kościół katolicki nie jest już zasadniczo przeciwny używaniu prezerwatyw?
Papież: – Kościół oczywiście nie postrzega ich jako rzeczywistego i moralnego rozwiązania. W jednym czy drugim przypadku może to być jednak – zakładając intencję danego człowieka, jaką jest zmniejszenie ryzyka zakażenia – pierwszy krok na drodze do inaczej przeżywanej, bardziej ludzkiej seksualności.
Rzecznik prasowy Watykanu ks. Lombardi zwrócił uwagę, że nie ma w tej opinii niczego rewolucyjnego, takie samo stanowisko zajmuje, jak zauważył, „wielu teologów moralistów i dostojników kościelnych”. Rzeczywiście, o dopuszczeniu prezerwatyw w kontekście pandemii AIDS wypowiadali się tej miary kardynałowie, co Carlo Maria Martini, jeszcze jako prymas Belgii Godfried Danneels, prymas Anglii i Walii Cormac Murphy-O’Connor, George Cottier, teolog Domu Papieskiego za czasów Jana Pawła II czy Javier Lozano Barragan, ówczesny przewodniczący Papieskiej Rady Duszpasterstwa Służby Zdrowia. Ten ostatni zapowiadał w 2006 roku ogłoszenie przez Watykan raportu na temat AIDS, w którym miało być rozważone dopuszczenie prezerwatyw w walce z chorobą. Niestety do dziś o tym raporcie cisza, choć na pewno powstał, gdyż trafił do Kongregacji Nauki Wiary. Intuicja podpowiada mi, że Benedykt XVI właśnie z tego raportu, który niewątpliwie czytał, wziął przykład z mężczyznami uprawiającymi prostytucję. To oni przecież są grupą największego ryzyka, zarówno jeśli chodzi o zarażenie się, jak zarażanie innych.
O tych wypowiedziach wysokich kościelnych hierarchów Tygodnik pisał (m.in. piórem Józka Majeskiego i moim), zainteresowanych odsyłam do naszego archiwum. Natomiast chcę jeszcze spróbować odpowiedzieć na pytanie, jakie znaczenie ma obecna wypowiedź Benedykta XVI. Jak zauważył ks. Lombardi, „z ust Papieża nigdy dotychczas nie padły takie słowa”. Przypomnę, co jeszcze w 2000 roku ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary Joseph Ratzinger mówił o prezerwatywie temu samemu Seewaldowi w książce „Bóg i świat” (str. 396):
Nędzę rodzi demoralizacja społeczeństwa, a nie jego moralizacja. Demoralizacja, której istotnym elementem jest propagowanie prezerwatyw – przejaw pogardzającej człowiekiem orientacji, która i tak nie spodziewa się po nim niczego dobrego.
Ostre słowa! Rzeczywiście, w ciągu tych 10 lat w myśleniu Josepha Ratzingera zaszła duża zmiana w podejściu do tematu prezerwatyw. Ale czy można mówić o zmianie doktrynalnej? Nie. Papież zmienił jedynie perspektywę patrzenia: z negatywnej, podkreślającej moralne zagrożenia, na pozytywną, która stara się dostrzegać praktyczne, choćby skromne drogi wyjścia.
Mam na to jeden, ale, jak mi się wydaje, mocny argument. Sprawdźcie sami: Benedykt XVI odwołuje się milcząco, ale wyraźnie do od dawana obecnego w nauczaniu Kościoła tzw. prawa stopniowości. Odnosi się ono nie do doktryny, tylko do praktyki, a głosi, że jeżeli człowiek długo tkwi w jakiejś sytuacji niemoralnej, zwykle nie jest w stanie uwolnić się od niej z dnia na dzień. Dlatego powinien obok wymaganego przez prawo moralne silnego postanowienia poprawy zrobić choćby drobny praktyczny krok w dobrym kierunku (np. spróbować ochronić siebie i klienta od zarażenia wirusem HIV). To realistyczne podejście. Jan Paweł II, wspominając w adhortacji „Familiaris consortio” prawo stopniowości, pisał, że „powołanie [do świętości] realizuje się w miarę, jak osoba ludzka potrafi odpowiedzieć na przykazanie Boże” (punkt 34). Zauważcie: w miarę, jak potrafi!
Skomentuj ~gościówa Anuluj pisanie odpowiedzi