W świetnym autoironicznym felietonie „Człowiek-zwierzę?” (Więź nr 1/10) Jerzy Sosnowski opisuje swoją atawistyczną niechęć do jednego ze znanych profesorów literatury. W owej dziwnej reakcji dostrzega łagodną wersję morderczych instynktów, które złowrogo drzemią w każdym z nas. „To, że co chwila nie rzucamy się sobie do gardeł, jest niedocenianym cudem. Nie złem, lecz dobrem należałoby się codziennie zdumiewać. Nie tym, że jesteśmy zdeterminowani naszymi instynktami, lecz że bywamy wolni” – przekonuje. Konkluzję stanowi konstatacja, że człowieczeństwo zdaje się być „kruchą nadbudową nad milionletnim zestawem procedur, którym powolni nie odróżnialibyśmy się od zwierząt”.
Mogę się pod tym podpisać. We wpisie „Homo bestia” sam próbowałem tropić zwierzęce odruchy wpisane w naszą podświadomość. Współczesna nauka wskazuje, że biopsychiczna konstrukcja naszej osobowości jest zbudowana z warstw o różnym ewolucyjnym wieku. Odpowiada to historii rozwoju mózgu naszych praprzodków, czego ślady możemy nawet dzisiaj obserwować w rozwoju dziecka, począwszy od stadium wczesnopłodowego (zgodnie z instrukcją zapisaną w kodzie genetycznym odtwarzane są najpierw ewolucyjnie najstarsze struktury).
Amerykański neurolog Paul MacLean wyróżnia powiązane ze sobą trzy struktury (podaję za bardzo ciekawą książką Carli Hannaford „Zmyślne ruchy, które doskonalą umysł” z 1998 r.; wspomina o tym także Thomas Jay Oord w książce „Miłość sprawia, że świat się kręci. Naukowo o miłości” [WAM 2009], choć z kolei ta książka więcej obiecuje w tytule niż faktycznie oferuje):
1. Mózg gadzi – ewolucyjnie najstarsza część mózgu, rozwijająca się między poczęciem a 15 miesiącem po urodzeniu. Obejmuje pień mózgu, rdzeń przedłużony, most i móżdżek. Odpowiada za podstawowe automatyzmy naszego ciała, od których zależy nasze przetrwanie, jak oddychanie, przełykanie czy bicie serca. Przez niego przechodzą wszystkie nerwy od receptorów wewnętrznych i zewnętrznych. „Przejmuje on również działanie – jak pisze Hannaford – gdy napotykamy niebezpieczeństwo lub stres, ponieważ obszar ten inicjuje i reguluje reakcję ciała zwaną <walka lub ucieczka>”.
2. Układ limbiczny albo mózg wczesnossaczy stanowi przede wszystkim ośrodek emocji. Składa się ze wzgórza, podwzgórza, zwojów podstawy, ciała migdałowatego i hipokampa. Najintensywniej rozwija się do 4,5 roku. Jak pisze Oord, „wspiera podstawowe działania społeczne łącznie z komunikacją głosową, troską o potomstwo i skłonnością do radości”. Dla nas istotne jest, że bezpośrednia interakcja między układem limbicznym a mózgiem gadzim z pominięciem kory nowej odpowiedzialna jest za surowość i gwałtowność naszych reakcji emocjonalnych jak wściekłość, strach czy agresja – co zachodzi „bez żadnej kontroli poznawczej i zrozumienia” (Hannaford).
3. Kora nowa – ewolucyjnie najmłodsza i najbardziej rozwinięta część mózgu. Ośrodek kontroli – interpretowania informacji i podejmowania decyzji. Rozwija się (przez tworzenie coraz to nowych połączeń stymulowanych naszym doświadczeniem) praktycznie przez całe nasze życie.
Ta potrójna nawarstwiająca się budowa mózgu oczywiście ma wpływ na jego funkcjonowanie. Można powiedzieć, że nowsze warstwy modyfikują, uzupełniają i sterują zachowaniem generowanym przez starsze warstwy, czyniąc nasze zachowanie coraz bardziej ludzkim. Sądzę, że dobrze mieć świadomość, iż w naszym mózgu siedzi zwierzę, z którym nieustannie musi się zmagać kora nowa.
Można się także pokusić o hipotezę próbującą odpowiedzieć na prastare pytanie: unde malum? Skąd zło?
Ewolucja działa na zasadzie chybił-trafił. Na drodze doboru naturalnego mogą utrwalić się tylko „trafione” w danych warunkach zmiany, ale oczywiście nie jest tak, że mechanizm doboru „przewiduje”, jak organizm powinien ostatecznie funkcjonować. Dlatego nowe zmiany przejmują to, co już jest, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Nie zawsze wynika z tego doskonała harmonia – nie wszystkie klocki, z których warstwowo zbudowany jest organizm, muszą do siebie idealnie pasować. Pasują na tyle, by pula genów mogła się rozprzestrzeniać. W związku z tym zmagamy się z różnymi niedogodnościami w naszych organizmach. Gościówa kiedyś na tym blogu podawała przykłady takich ewolucyjnych „figli”: krzyżowanie się przewodu pokarmowego z tchawicą, co może prowadzić do śmiertelnego zadławienia czy zachłyśnięcia; słynny wyrostek robaczkowy, który grozi „zapaleniem”; niehigieniczna fizjologiczna bliskość narządów wydalniczych i płciowych, a także nasz układ kostny nie całkiem przystosowany do wyprostowanej postawy ciała – co często skutkuje zwłaszcza w późnym wieku różnymi bolesnymi dolegliwościami.
Nie widać powodów, by mózg z jego potrójnie historyczną strukturą miał być tu wyjątkiem. Zachowania, które uznajemy za zło moralne, a przede wszystkim skłonność do nich, mogą być interpretowane jako skutek braku harmonii między strukturami mózgu. Zauważcie: skłonność do zła! Co Wam to przypomina? Sądzę, że należałoby dokładnie przebadać możliwość zinterpretowania „grzechu pierworodnego” w kategoriach ewolucyjnych i neurologicznych. Przy okazji także słynna teologiczno-fizjologiczna kategoria „pożądania”, o której już tu wielokrotnie pisałem, mogłaby ukazać się w nowym świetle. J
Nie twierdzę, że każde zło, do którego jesteśmy zdolni, nawet to najbardziej wyszukane, da się zinterpretować jako utratę kontroli wyższych układów mózgu nad niższymi. Gdy obmyślamy wyrafinowaną zemstę, na pewno w ów niemoralny projekt zaangażowana jest także kora nowa z jej niezwykłymi zdolnościami. Być może, akurat w tym przypadku problem leży w zbyt pierwotnym motywie, któremu dajemy się ostatecznie powodować…
Zdaję sobie również sprawę, że dobro czy zło moralne oraz skomplikowana sieć sygnałów mózgowych to dwa różne światy i dwa różne „języki”. Czy da się je w miarę precyzyjnie „przełożyć”? Choćby pytanie: czy dobro albo miłość mają transcendentny i absolutny charakter? Czy rzeczywiście dobro jest cudem, „którym należałoby się codziennie zdumiewać”, jak pisze Sosnowski? Przecież zachowania altruistyczne mają także solidną ewolucyjną genezę. Samotne życie tygrysa syberyjskiego wpisane jest w jego naturę. Czy na podobnej ewolucyjnie relatywnej zasadzie nie jest wpisana w naszą naturę niezbędność relacji z drugim człowiekiem? To pytania także do przemyślenia.
Na koniec uzasadnienie, dlaczego o tym wszystkim piszę. Sosnowski w felietonie zauważa lakonicznie, że od czasu do czasu „dobrze jest konfrontować się z poglądami, które pozbawiają nas lekkomyślności”. Znowu się zgadzam. Dzisiaj – i staje się to już refrenem moich wpisów – trudno jest ignorować osiągnięcia współczesnej nauki.
Skomentuj ~gościówa Anuluj pisanie odpowiedzi