Skandal, mademoiselle Sophie Fontanel zrezygnowała z seksu! Sprawa poważna, gdyż paryska marszandka, bywalczyni salonów, znana felietonistka „Elle„ nie może od tak sobie przestać uprawiać seks. Przecież ona wyznacza trendy, ma wpływ na zachowania ludzi, mówi, co jest, a co nie jest modne. I co, teraz w modzie ma być wstrzemięźliwość?
Na to nie można przystać! Stąd błyskawiczny ostracyzm. „To niesamowite jak mnie zaatakowano. Nazwano mnie utajoną lesbijką, neurotyczką, oziębłą przeciwniczką mężczyzn. A przecież nikomu nie robię krzywdy. Powiedziałam tylko, że nie uprawiam seksu. Inni nie potrafią tego zaakceptować. Nie potrafią tego znieść. Dopuściłam się największej niesubordynacji naszej epoki” – żali się Fontanel „Timesowi„. I wyjaśnia swój desperacki krok: „Nie mogłam już znieść bycia braną i potrząsaną”.
Na ile jest to medialna kreacja – nie wiem, ale fakt, że media nad Sekwaną o tym huczą, oznacza, że nasza kultura masowa uzależniła się od seksu i zbyt nerwowo na niego reaguje. A co do samej mademoiselle Fontanel, cóż, jestem w stanie sobie wyobrazić, że potrząsanie może się w końcu znudzić, bo (uwaga, moralizuję!) nie jest ono samo dla siebie. Podobnie jak mówienie w kółko i od rzeczy „kocham„ też wiele sensu nie ma. Ważny jest kontekst jednego i drugiego – tak niewiele i aż tak wiele.
Skomentuj ~a/z Anuluj pisanie odpowiedzi