No, nareszcie: gorączka redakcyjna związana ze zmianą formatu „Tygodnika Powszechnego” nieco opadła – mogę wrócić na blog. J Oto zapowiadana moja prywatna – bardziej publicystyczna niż teologiczna – ocena doktrynalnej rangi nauczania Kościoła na temat antykoncepcji. W poprzednim wpisie („Po co Maryi św. Józef?”) zacytowałem dwa kanony Kodeksu Prawa Kanonicznego (750 i 752), które regulują doktrynalne rodzaje nauczania w Kościele. Możliwości jest cztery:
1. Uroczyste nauczanie „ex cathedra”. Łączy się ono ze zdefiniowanym na Soborze Watykańskim I w 1870 r. dogmatem o nieomylności papieża (sobór dał dogmatyczne potwierdzenie takiego nauczania). Papież lub sobór wraz z papieżem może uroczyście ogłosić jakąś tezę jako prawdę objawioną. Na razie od ogłoszenia dogmatu o nieomylności tylko jeden papież skorzystał z tego przywileju, a mianowicie Pius XII w 1950 r., gdy ogłosił ostatni jak dotąd (a na więcej się nie zanosi) dogmat maryjny – o Wniebowzięciu. Nie znaczy to oczywiście, że przed 1870 r. papieże nie nauczali „ex cathedra”. Nauczali, ale sam fakt tego nauczania jako nieomylnego nie był dogmatycznie sprecyzowany. Ważne, że papież, chcąc wypowiedzieć się „ex cathedra”, zobowiązany jest skonsultować się najpierw z biskupami na całym świecie oraz zasięgnąć opinii teologów. Nie może więc to być jego widzimisię.
2. Kolejne to nieomylne nauczanie „zwyczajne i powszechne”. To dziwne nauczanie, bo wiadomo, że ono jest, ale trudno wskazać precyzyjnie jego zakres. Wiadomo bowiem, że nie wszystkie prawdy, w które katolicy wierzą, zostały kiedyś zdefiniowane przez sobór czy papieża. Stąd nazwa: „zwyczajne” – w przeciwieństwie do wypowiedzi nadzwyczajnych, czyli „ex cathedra”. Podręcznikowym przykładem jest prawda o powszechnej konieczności odkupienia ludzi przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Cechą istotną tego nauczania jest drugi przymiotnik: „powszechne” (prawda musi być nauczana w całym Kościele i „od zawsze”). Napisałem, że jest trudno wskazać jego zakres, gdyż w Kościele katolickim nikt (na szczęście!) nie odważył się sporządzić kompletnego spisu dogmatów. Teoretycznie zawsze więc istnieje możliwość teologicznego sporu czy dana prawda należy do nieomylnego nauczania „zwyczajnego i powszechnego”, czy do omylnego nauczania papieży i soborów, czyli tzw. nauczania autentycznego. I właśnie widmo takich niekończących się teologicznych sporów w ważnych kwestiach spędzało sen z powiek kard. Ratzingerowi, dlatego wraz ze współpracownikami z Kongregacji Nauki Wiary (m.in. dzisiejszym sekretarzem stanu kard. Bertone) przeforsował w 1998 r. wprowadzenie trzeciego typu prawd nieomylnych. Są to:
3. Prawdy ogłoszone przez papieża jako ostateczne. Te prawdy należą właściwie do drugiego typu nauczania (zwyczajnego i powszechnego), ale albo nie jest to dla wszystkich oczywiste, albo jest akurat taka potrzeba, by to wyraźnie podkreślić. Papież swoim autorytetem ogłasza więc, że dana prawda należy do nauczania zwyczajnego i powszechnego, zatem sama w sobie jest nieomylna. Jan Paweł II próbował coś takiego uczynić w liście „Ordinatio sacerdotalis„, ogłaszając prawdę o udzielaniu święceń kapłańskich wyłącznie mężczyznom. Chciał tym samym zakończyć dyskusję o możliwości wyświęcania kobiet. Napisałem: „próbował”, „chciał”, gdyż to się właściwie nie udało – dyskusja trwa nadal, a można by nawet powiedzieć: jest jeszcze gorętsza. To pokazuje, że pomysł kard. Ratzingera na trzeci typ prawd nieomylnych, choć trafił do Kodeksu Prawa Kanonicznego, jak na razie nie do końca zaskoczył. Dlaczego? Sądzę, że dzisiaj nie da się tak po prostu zamknąć żadnej żywej dyskusji teologicznej przy pomocy samego aktu autorytetu (nawet tak dużego jak papieża!). Dyskusję może zakończyć jedynie siła argumentów. Wtedy samoistnie wygasa.
4. Pozostał czwarty typ nauczania, czyli prawdy, które nie należą do żadnych z trzech wymienionych wyżej kategorii i mogą okazać się omylne. Nazwane zostało to nauczanie „autentycznym” – i prawdę mówiąc nie wiem, dlaczego akurat tak. Może dlatego, by podkreślić, że jest to nauczanie papieża, a nie kogoś, kto np. papieżem manipuluje?
Dlaczego uważam, że nauczanie o wewnętrznym złu antykoncepcji jest wciąż jedynie nauczaniem „autentycznym”, a więc może być omylne? Na pewno to nauczanie nie jest „ex cathedra”, gdyż każda uroczysta definicja dogmatyczna ma to do siebie, że z samej jej formy wynika jasno i bez żadnych wątpliwości, iż jest „ex cathedra”. Więc (1) odpada. Wypowiedzi o antykoncepcji mogą jedynie należeć do nieomylnego nauczania zwyczajnego i powszechnego (2), ale właśnie o to toczy się nieprzerwany spór co najmniej od czasów słynnej komisji Pawła VI. Wydawać by się mogło, że encyklika „Humanae vitae” ten spór rozstrzygnęła, zatem była to wypowiedź typu (3), choć wtedy jeszcze Kodeks takiego nauczania nie przewidywał. Dlaczego jednak kard. Ratzinger we wspomnianym już przeze mnie „Wyjaśnieniu doktrynalnym„, podając przykłady prawd typu (3), milczy o antykoncepcji? Przecież aż się prosiło dołożyć do eutanazji, nierządu i prostytucji właśnie antykoncepcję jako koronny przykład nauczania ostatecznego! A tymczasem cisza. Wiem od dominikanów, a oni od kard. Cottiera – też dominikanina (wówczas Teologa Domu Papieskiego), że Jan Paweł II nosił się z zamiarem ogłoszenia specjalnym aktem zakazu antykoncepcji jako nauczania ostatecznego. Ale mu to odradzono! Dlaczego? Mogę się jedynie domyślać. Sądzę, że zadecydował brak zgody wśród samych biskupów. Nie jest tajemnicą, że niektóre episkopaty (np. niemiecki i francuski) zdystansowały się mniej lub bardziej wyraźnie od nauczania encykliki „Humanae vitae”. Zatem nie jest spełniony wymóg powszechności i ciągłości tego nauczania. Sam kard. Ratzinger bardzo ostrożnie wypowiadał się o antykoncepcji – wielokrotnie podkreślał, że jest to trudny problem (w 1999 r. w Krakowie słyszałem to na własne uszy). Już jako papież – o ile pamiętam – jedynie raz akcydentalnie wspomniał o antykoncepcji. Czy to nie jest wymowne?
Skomentuj ~cse Anuluj pisanie odpowiedzi