Wciąż nie ma wyników dochodzeń obu komisji – rządowej i szpitalnej – które zostały powołane do zbadania przypadku śmierci Savity Halappanavar. Nie ma zatem pewności, czy zmarła ona rzeczywiście dlatego, że lekarze zbyt długo zwlekali z przyśpieszeniem rozpoczętego już samoistnie poronienia jej 17-tygodniowego dziecka.
Przy okazji przypomniałem sobie encyklikę „Evangelium vitae” Jana Pawła II z 1995 r. i obecną w niej radykalną wypowiedź przeciwko każdej aborcji niezależnie od okoliczności. Ten ważny tekst przegapiłem, gdy w drugim wpisie o Savicie robiłem przegląd doktrynalnych wypowiedzi. A właśnie w nim widać najwyraźniej, że Magisterium w zaskakujący sposób, jakby nie zważając na nic, wikła się w sytuację bez wyjścia.
W 62. punkcie encykliki Jan Paweł II pisze:
„Ta wielka jednomyślność tradycji doktrynalnej i dyscyplinarnej Kościoła pozwoliła Pawłowi VI stwierdzić, że nauczanie w tej dziedzinie >>nie zmieniło się i jest niezmienne<<. Dlatego mocą władzy, którą Chrystus udzielił Piotrowi i jego Następcom, w komunii z Biskupami – którzy wielokrotnie potępili przerywanie ciąży, zaś w ramach wspomnianej wcześniej konsultacji wyrazili jednomyślnie – choć byli rozproszeni po świecie – aprobatę dla tej doktryny – oświadczam, że bezpośrednie przerwanie ciąży, to znaczy zamierzone jako cel czy jako środek, jest zawsze poważnym nieładem moralnym, gdyż jest dobrowolnym zabójstwem niewinnej istoty ludzkiej. Doktryna ta, oparta na prawie naturalnymi na słowie Bożym spisanym, jest przekazana przez Tradycję Kościoła i nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne. Żadna okoliczność, żaden cel, żadne prawo na świecie nigdy nie będą mogły uczynić godziwym aktu, który sam w sobie jest niegodziwy, ponieważ sprzeciwia się Prawu Bożemu, zapisanemu w sercu każdego człowieka, poznawalnemu przez sam rozum i głoszonemu przez Kościół”.
Zwróćmy uwagę na podniosły styl tego punktu: na odwołania do władzy Piotrowej i do komunii z biskupami, podkreślanie niezmienności nauczania i formułowanie wypowiedzi w pierwszej osobie liczby pojedynczej – to cechy charakterystyczne uroczystego ogłaszania dogmatu. Fragment ten nie jest jednak uroczystym aktem nieomylnym. Po pierwsze, wiedzielibyśmy o tym – Kościół, gdy chce ogłosić jakiś dogmat, to nie ukrywa tego, przeciwnie – do tego stopnia jest to nagłaśniane, że nikt nie ma wątpliwości. Jeśli są wątpliwości, to zwykle nie jest to dogmat. Kościół zresztą uroczyście ogłasza dogmaty bardzo rzadko. Przykładem trzy dogmaty ogłoszone w ostatnich dwustu latach: o niepokalanym poczęciu Maryi (1854 r.), o nieomylności papieża (1870 r.) i o wniebowzięciu Maryi (1950 r.). Po drugie, nowy dogmat to nie jest widzimisię papieża – jego ogłoszenie poprzedzają konsultacje z biskupami z całego świata i z teologami. To krok specjalnie przygotowany. Zatem czym jest 62. punkt encykliki „Evangelium vitae”, jeśli nie jest uroczyście ogłoszonym dogmatem i skąd jego podniosły styl?
W tym punkcie Jan Paweł II realizuje pomysł na nowy rodzaj aktu doktrynalnego, którego zaplecze teologiczne opracował kard. Ratzinger. Ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary przekonany był, że papież ma władzę definitywnego rozstrzygania, czy jakaś prawda należy do tzw. nauczania zwyczajnego i powszechnego, które jest także nieomylne (obok uroczystego nauczania w trakcie ogłaszania dogmatów mamy zwyczajne nauczanie, które jednak musi być powszechne i w czasie, i przestrzeni, czyli musi być głoszone zawsze tak samo przez biskupów na całym świecie). Jak się łatwo domyśleć, większość dogmatów pochodzi z takiego zwyczajnego i powszechnego nauczania, a co do dużej części prawd trwają zażarte spory teologiczne czy można je do niego zaliczyć, a zatem uważać za nieomylne (przykładem potępianie antykoncepcji).
Ten pomysł wzbudził silny opór u teologów. Krytykowano przede wszystkim pomieszanie formy: nieomylność, czyli bardzo poważna sprawa, jest stwierdzana zwykłym, czyli omylnym aktem. Papież jakby mimo chodem, bez konsultacji z światowym episkopatem, jakąś ważną kwestię definitywnie chce rozstrzygać. To bardzo ryzykowne posunięcie. Owo ryzyko bardzo dobrze pokazuje właśnie przykład z encykliki „Evangelium vitae”.
Przypomnijmy problem licznych ciąż pozamacicznych i zestawmy go ze zdecydowanym stwierdzeniem papieża: „Żadna okoliczność, żaden cel, żadne prawo na świecie nigdy nie będą mogły uczynić godziwym aktu, który sam w sobie jest niegodziwy”. Żadna okoliczność? Nawet ta, że zarodek zagnieździł się w jajowodzie i nie ma żadnych szans na rozwój, a jednocześnie zagraża życiu matki? Jaką zatem Kościół ma na to radę?
Płynąca z takiego stanowiska bezradność jest widoczna np. na oficjalnej stronie Episkopatu Irlandii, gdzie w broszurze zredagowanej dla Polaków czytamy: „Nigdy nie jest konieczne odebranie dziecku w łonie życia po to, by ratować życie matce”. Naprawdę nigdy? To znaczy, że ciąża w żadnym przypadku nie może zagrozić życiu matki? Czy takie zaprzeczanie rzeczywistości służy obronie nienarodzonych?
PS. Politologu, uzbrój się jeszcze w cierpliwość – niebawem spróbuję sformułować racje moralne, które moim zdaniem pozwalają rozstrzygać trudne sytuacje.
Dodaj komentarz