Nie spodziewałem się, że wpis o masturbacji, choć ostrożny (bo problem delikatny), wywoła aż tak gorącą, ciekawą i różnorodną dyskusję. Zastanawiam się, dlaczego? Może dlatego, że wreszcie zaczęliśmy rozmawiać o seksie? J Cieszę się z tej dyskusji, ale też coraz wyraźniej dostrzegam nowe trudności. Pisałem w kilku komentarzach, że dzięki Waszym wypowiedziom dotarłem do książki Patricka Carnesa „Od nałogu do miłości”. To pionierskie, obszerne (513 stron), kompetentne i całościowe opracowanie problemu uzależnienia od seksu. Nie ma w nim gdybania, przypuszczeń, luźnych dywagacji czy niesprawdzalnych hipotez na temat seksu – są twarde fakty (często przerażające) i współczesna wiedza ujęta całościowo: uwzględniająca nie tylko mechanizmy psychologiczne i somatyczne, ale także te najgłębsze – neurochemiczne. (Najobszerniej o tej książce jest tu.) Jak pisałem już, wydaje się, że to może być bardzo konkretny, rzetelny i nie arbitralny punkt odniesienia do dyskusji. Poza tym – płodny w nowe pytania, np. czy normalny (nie patologiczny) seks małżeński uzależnia? A jeżeli nie uzależnia, to dzięki czemu? Obiecałem, że o tym będę pisał i obietnicy dotrzymam, ale najpierw sam muszę sobie tę wiedzę jako tako poukładać i domyśleć.
Póki co, pojawił się interesujący komentarz w „starym temacie” (sumienie a Urząd Nauczycielski Kościoła) do mojego poprzedniego wpisu „Moralność na wiarę”. Aga umieściła obszerną wypowiedź osoby z forum LMM – tej samej, którą wskazałem jako przykład kogoś, kto w pełni akceptuje nauczanie Kościoła i jest szczęśliwy. Szanuję to świadectwo i cieszę się, że autorka (Milgosia) nie ma problemu z przeżywaniem npr. Zastanawiam się tylko, czy takie podejście może być uniwersalne. Jasną rzeczą jest – przynajmniej dla wierzących – że jedynie posłuszeństwo Bogu może uczynić nasze życie w pełni sensowne. Problem w tym, że autorka utożsamia posłuszeństwo Bogu z posłuszeństwem papieżowi. Pisze nawet, że takie posłuszeństwo mimo poważnych wątpliwości jest szczególnym świadectwem miłości. Daje za przykład św. Faustynę i św. Katarzynę z Sieny. Trochę to mylące przykłady. Raz, że ich posłuszeństwo dotyczyło innych spraw niż sprawy sumienia. Dwa, że są to zakonnice, a osoby wstępujące do zakonu same dobrowolnie ograniczają możliwość stanowienia o sobie. To samoograniczenie jest większe niż osób świeckich, ale nie jest absolutne! Osoba konsekrowana oddaje się do dyspozycji wspólnoty tylko w granicach konstytucji zakonnych. Poza tymi granicami pozostaje m.in. wolność sumienia i związana z sumieniem wolność myślenia.
Wracając do świadectwa Milgosi, nie trudno wskazać na niebezpieczeństwo takiej postawy: cokolwiek papież głosi, będę posłuszny. Głosił obowiązek donoszenia na sąsiadów heretyków, donosiłem; głosił akceptację kary śmierci, byłem jej orędownikiem; zmienił stanowisko mówiąc, że karę śmierci usprawiedliwia tylko sytuacja obrony koniecznej, a dzisiaj już taka sytuacja nie występuje, zmieniłem zdanie i stałem się przeciwnikiem kary śmierci; papież przestrzegał przed demokracją polityczną jako zagrożeniem dla Kościoła, walczyłem z demokracją; gdy zaczął mówić, że demokracja to prawdopodobnie ustrój najbardziej sprzyjający człowiekowi, stałem się jej zwolennikiem… i tak można wyliczać. I nie chodzi o wystawianie się na częstą zmianę poglądów – w skali czasowej Kościół zmienia poglądy powoli. Zresztą któż ich nie zmienia wraz ze swoim rozwojem? Chodzi o rzecz o wiele poważniejszą: o zastępowanie głosu sumienia zewnętrznym autorytetem, a to nie przelewki!
Milgosia może się zdziwi, ale Kościół wcale nie żąda od niej ani od nikogo innego takiej postawy. Zobaczmy jak to jest uporządkowane w prawie kościelnym:
Kan. 750 – § 1. Wiarą boską i katolicką należy wierzyć w to wszystko, co jest zawarte w słowie Bożym, spisanym lub przekazanym, a więc w jednym depozycie wiary powierzonym Kościołowi, i co równocześnie jako przez Boga objawione podaje do wierzenia Nauczycielski Urząd Kościoła, czy to w uroczystym orzeczeniu, czy też w zwyczajnym i powszechnym nauczaniu; co mianowicie ujawnia się we wspólnym uznaniu wiernych pod kierownictwem świętego Urzędu Nauczycielskiego. Wszyscy więc obowiązani są unikać doktryn temu przeciwnych.
§ 2. Ponadto należy bez zastrzeżeń przyjąć i zachowywać również wszystkie i poszczególne prawdy dotyczące wiary i obyczajów, które Magisterium Kościoła ogłasza w sposób ostateczny, to znaczy te, które są wymagane, aby gorliwie strzec i wiernie przekazywać sam depozyt wiary; kto zatem odrzuca te prawdy, które należy przyjąć w sposób definitywny, sprzeciwia się nauczaniu Kościoła katolickiego.
Kan. 752 – Wprawdzie nie akt wiary, niemniej jednak religijne posłuszeństwo rozumu i woli należy okazywać nauce, którą głosi Papież lub Kolegium Biskupów w sprawach wiary i obyczajów, gdy sprawują autentyczne nauczanie, chociaż nie zamierzają przedstawić jej w sposób definitywny. Stąd wierni powinni starać się unikać wszystkiego, co się z tą nauką nie zgadza.
O czym te kanony mówią? Pierwszy o prawdach rozpoznanych w Kościele jako Boże objawienie, domagających się od katolika aktu wiary. Kongregacja Nauki Wiary w „Wyjaśnieniu doktrynalnym” podaje przykłady takich prawd:
„Do prawd, o których mówi pierwszy akapit, należą artykuły wiary z Credo, dogmaty chrystologiczne i maryjne; nauka o ustanowieniu sakramentów przez Chrystusa i o ich skuteczności co do łaski; nauka o rzeczywistej i substancjalnej obecności Chrystusa w Eucharystii i o ofiarnej naturze Mszy świętej; nauka o założeniu Kościoła z woli Chrystusa; nauka o prymacie i nieomylności Biskupa Rzymu; nauka o istnieniu grzechu pierworodnego; nauka o nieśmiertelności duszy duchowej i o zapłacie bezpośrednio po śmierci; o braku błędów w tekstach natchnionych Pisma Świętego; nauczanie, że bezpośrednie i umyślne zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest niezwykle poważnym wykroczeniem moralnym”.
Paragraf 2 kanonu 750. został dopisany do Kodeksu przez Jana Pawła II niedawno (w 1998 r.). Mówi o prawdach publicznie uznanych przez papieża jako ostateczne. Wspomniany dokument Kongregacji Nauki Wiary wśród takich prawd wymienia: niegodziwość eutanazji, nierządu, prostytucji i… niemożliwość kapłaństwa kobiet.
Kanon 752 mówi o wszystkich pozostałych prawdach głoszonych przez papieża czy biskupów. Teolodzy zwracają uwagę, że „religijne posłuszeństwo rozumu i woli” nigdzie nie zostało zdefiniowane. W każdym razie nie jest to „akt wiary”. Wygląda na to, że można się o nie z Kościołem spierać, gdyż według Kodeksu Prawa Kanonicznego nie grozi za to popadnięcie w herezję.
I teraz zagadka: do którego typu prawd z trzech wymienionych należy nauczanie o zakazie antykoncepcji? (autor poprawnej odpowiedzi otrzyma ode mnie jednorazowo e-wydanie „TP” J)
Na koniec zgodnie z tytułem – o Maryi. Pomyślałem, co by było, gdyby Maryja podczas Zwiastowania ostatecznie wspierała się na zewnętrznym autorytecie religijnym? Zanim by powiedziała „fiat”, pobiegłaby do arcykapłanów… i zdaje mi się, że wówczas z chrześcijaństwa nic by nie wyszło. Pomyślałem też, że aby tę swoją wewnętrzną tajemnicę wiary nieść w życiu, a jej owoce przekazywać innym, Maryja koniecznie potrzebowała drugiego człowieka – św. Józefa. Bóg zechciał się objawić nie w pojedynczym sumieniu, a we wspólnocie. To w parze tych dwojga kochających się ludzi są źródła Kościoła…
Powie ktoś, że to zuchwała refleksja. Trochę zuchwała, ale przecież to sam Kościół wskazuje na Maryję jako na wzór człowieka wierzącego. Pomyślmy o tym…
Skomentuj ~befana Anuluj pisanie odpowiedzi