Kontynuuję pochwałę przyjemności. Tym razem o hierarchii wartości. Jakkolwiek wydaje się ona niezbędna w naszym życiu, prowadzi także do pewnych interpretacyjnych trudności.
*
Analizując świat wartości, Scheler pokazał, że jest on hierarchicznie uporządkowany. To uporządkowanie wynika z wewnętrznych jakościowych proporcji między wartościami: niektóre wartości są same z siebie wobec innych wyższe. Przyjemność także znalazła swoje miejsce w aksjologicznym uniwersum. Zdaniem Schelera wartości hedoniczne stanowią najniższą warstwę na skali wartości. Wyżej znajdują się wartości witalne (zdrowie, pomyślność, powodzenie). Jeszcze wyżej – duchowe (piękno, prawda, prawość). Na szczycie hierarchii odnajdujemy wartości religijne, związane ze świętością. Szelerowska hierarchia nie objęła wartości etycznych, pojawiają się one bowiem jakby „na barkach” naszych działań – wtedy, gdy człowiek respektuje porządek świata wartości.
Idee Schelera podjął i udoskonalił niemiecki filozof Dietrich von Hildebrand. W pewnym sensie spełnił on wobec swojego wielkiego poprzednika podobną rolę, co Tomasz wobec Artystotelesa: schelerowską aksjologię doprecyzował i zharmonizował z myślą chrześcijańską. Zastanawiając się nad tym, co motywuje naszą wolę lub powoduje reakcję emocjonalną, Hildebrand wyróżnił trzy dziedziny: to co przyjemne i subiektywnie zadawalające, wartości wraz z ich hierarchią oraz obiektywne dobra dla osoby także hierarchicznie uporządkowane. Przyjemność i zadowolenie przynosi na przykład smaczna potrawa, orzeźwiająca kąpiel, gra w brydża czy inwestowanie na giełdzie (przykłady Hildebranda). Jest to dla nas ważne właśnie dlatego, że jest subiektywnie satysfakcjonujące – w przeciwieństwie do wartości, których ważność jest ugruntowana w nich samych. Obiektywnym dobrem dla osoby jest wszystko to, co autentycznie przyczynia się do rozwoju człowieka – ma zatem charakter jednocześnie subiektywny i obiektywny.
Rozróżnienie trzech kategorii ważności zostało uznane przez komentatorów za jedno z najważniejszych filozoficznych osiągnięć Hildebranda. Nowa klasyfikacja nie tylko lepiej odpowiadała doświadczeniu, ale także ukazywała niedoskonałość schelerowskiej hierarchii wartości. Hildebrand wykazał, że Scheler popełnił odwrotny błąd niż Arystyp. O ile protoplasta hedonizmu za jedyne prawdziwe dobro i wartość uznał przyjemność, o tyle twórca nowoczesnej aksjologii przyjął zbyt szerokie rozumienie wartości, założył mianowicie, że wszystko to, co nas motywuje – m.in. przyjemność – jest wartością. Tymczasem przyjemność sama w sobie nie jest wartością, jest – zdaniem Hildebranda – przede wszystkim czymś subiektywnie zadowalającym, co nieuchronnie egoistycznie wykrzywi nasz stosunek do świata, gdy nieroztropnie się temu poddamy. Unikniemy takiej moralnie złej konsekwencji, gdy zajmiemy wobec przyjemności odpowiednią wewnętrzną postawę, przeciwstawiającą się naszej wrodzonej pysze i pożądliwości. Wówczas także rzeczy przyjemne staną się obiektywnymi choć peryferyjnymi dobrami dla osoby.
Czy zatem przy odpowiednim nastawieniu mogę zaangażować się w nie bez moralnych skrupułów?
Mimo wnikliwych analiz Hildebranda, wciąż nie jest to oczywiste. Na przeszkodzie staje sama hierarchia. Przypuśćmy, że zamierzam przygotować wykwintną kolację. Wymaga to czasu i zaangażowania, które przecież mógłbym poświęcić na bardziej wartościowe działania. Na przykład mógłbym w tym czasie sięgnąć po album z reprodukcjami arcydzieł malarstwa i oddać się rozkoszy obcowania z pięknem sztuki – takie przeżycie będzie z pewnością szlachetniejsze. Jeszcze lepiej zrobię, gdy siądę do pisania jakiegoś wartościowego artykułu – tu, zdaniem Hildebranda, wkraczamy już na teren wartości ważnych samych w sobie. Zawsze też mogę poszukać kogoś, komu moja pomoc będzie potrzebna – w ten sposób moje działanie dosięgnie najwyższej sfery hierarchii, czyli tego, co moralne. Co usprawiedliwia zafundowanie sobie odprężającej kąpieli, trud zaangażowania do gry w brydża jeszcze trzech osób, ryzyko inwestowania na giełdzie? Czy wobec bardziej wartościowych i uzasadnionych możliwości w ogóle mam prawo pomyśleć o przyjemności? Konsekwentne kierowanie się hierarchią prowadzić musiałoby do paraliżu woli w dziedzinie tego, co przyjemne.
Na gruncie aksjologii zaangażowanie w przyjemność ostatecznie jawi się więc jako postępowanie, o ile nie wprost niemoralne, to przynajmniej nieracjonalne i nieuzasadnione. Wybieram to, co gorsze, zamiast tego, co lepsze. Dlaczego?
Narzuca się taka odpowiedź: gdyż jestem wewnętrznie słaby, pociąga mnie to, co mniej wartościowe, nie potrafię oprzeć się pokusie, kosztem rozwoju duchowego daję się uwieść zmysłowości. Wszelkie wartościujące porównywanie, ustalające bezwzględną, obowiązującą w każdej sytuacji hierarchię, stawia pod znakiem zapytania to, co wypada gorzej. Jeżeli zdobędę się na trud opanowania umiejętności posługiwania się komputerowym, żadna siła nie zmusi mnie do powrotu do pisania na maszynie, gdyż otworzył się przede mną świat nowych możliwości i nowej, bez porównania lepszej jakości pracy. Jeżeli jednak tkwię uparcie przy maszynie do pisania, oznacza to, że nie potrafię pokonać ograniczających mnie przyzwyczajeń.
Przykład z kościelnego terenu: Kościół od wieków broni tezy o religijnej wyższości dziewictwa nad małżeństwem. Zdecydowanie się na małżeństwo staje się wobec tego wyborem religijnie gorszym, za którym z konieczności musi stać jakaś słabość. Nic tu nie da zastrzeganie się, że w takim wartościowaniu nie chodzi o deprecjonowanie małżeństwa. Dlatego coraz częściej sięga się po inny język – mówi się o odrębnych powołaniach do małżeństwa i do celibatu. Z perspektywy powołania nie ma sensu żadne różnicowanie, bo dla powołanego zawsze najważniejsza, najbardziej sensowna i wartościowa będzie jego własna życiowa droga. Czy dla przyjemności również można znaleźć rację niezależną od hierarchii dóbr i wartości?
By na to odpowiedzieć, musielibyśmy wykroczyć poza perspektywę etyki.
Dodaj komentarz