Wartość teorii w naukach empirycznych mierzy się jej zdolnością przewidywania nowych faktów. W naukach humanistycznych, takich jak etyka – zdolnością rozjaśniania pewnych zagmatwanych sytuacji czy wręcz demaskowania fałszywych ocen. Idąc za przykładem Schelera i Hildebranda, spróbowałem przyjrzeć się hermeneutycznym właściwościom zaproponowanej przeze mnie kategorii normalności.
*
Rozwój aksjologii pozwolił odkryć różne iluzje w doświadczaniu wartości. Przykładem analiza resentymentu dokonana przez Schelera w odpowiedzi na „przewartościowanie wartości” Nietzschego czy rozpracowane przez Hildebranda substytuty moralności (mylenie wartości moralnych z prawem, obowiązkiem, honorem, samokontrolą czy spontanicznością).
Z perspektywy normalności również dostrzec można swoiste złudzenia. Zdarza się, że tolerujemy czy wręcz powodujemy zbędną nienormalność (przykrość, wyrzeczenie czy cierpienie), tłumacząc, iż jest to ofiara posiadająca moralną czy wręcz religijną wartość. Cierpienia czy upokorzenia hartują – mówi się czasem, ignorując fakt, że w danym przypadku mogą nie istnieć okoliczności, które je uzasadniają. Nienormalność zaczyna wówczas funkcjonować jako normalność. Taka postawa prowadzi do cierpiętnictwa i różnych wynaturzeń.
Na niezamierzone przypisywanie pozytywnego znaczenia temu, co negatywne, narażona jest także refleksja teoretyczna. Karol Wojtyła, w swoim najważniejszym filozoficznym dziele „Osoba i czyn”, pisze: „Od początku stoimy w studium niniejszym na stanowisku, że moralność w najbardziej istotny sposób stanowi o człowieczeństwie i o osobie”. Równie wysoką pozycję przypisuje moralności Hildebrand. Trudno się z tym nie zgodzić. A jednak, jeśli nie uwzględnimy perspektywy normalności, takie podejście prowadzi do paradoksu.
Skoro bowiem moralność w najbardziej istotny sposób stanowi o człowieczeństwie i o osobie, a zarazem z istoty swojej zakłada możliwość (a więc zdolność!) wyboru moralnego zła, to tym samym także moralne zło zaczyna pośrednio współdecydować o naszym człowieczeństwie. Unikniemy tej paradoksalnej konsekwencji, jeśli moralności przyznamy skromniejszą rolę przywracania normalności, a dopiero tę ostatnią uznamy za konstytutywną dla człowieczeństwa.
Na inny aksjologiczny paradoks zwrócił uwagę Scheler. Zauważył on, że pozornie oczywisty nakaz dążenia do moralnej doskonałości, charakterystyczny zwłaszcza dla perfekcjonistycznej etyki arystotelesowsko-tomistycznej, zawiera w sobie wewnętrzną sprzeczność. Jest samowywrotny, gdyż jeśli naszym głównym celem uczynimy takie dążenie, doprowadzi ono nie do doskonałości, tylko do pychy i faryzeizmu; spróbujmy wyobrazić sobie kogoś, kto poświęca się dla innych po to przede wszystkim, by zdobyć moralną doskonałość.
Hildebrand próbował rozwiązać ten paradoks, przekonując, że ofiarne zaangażowanie w wartości moralne i moralnie doniosłe rzeczywiście (obiektywnie) prowadzi do doskonałości, lecz fakt ten nie jest poznawczo i przeżyciowo dostępny zaangażowanym. Co prawda, możemy go ująć rozumem jakby z zewnątrz, ale podczas czynienia dobra nie wolno nam go brać pod uwagę. Skoro jednak już wiemy, że się doskonalimy moralnie, trudno jest udawać, że tego nie wiemy. I tu znowu normalność pozwala uporać się z paradoksalną rzeczywistością moralności. Działanie moralne to nie tyle doskonalenie siebie, kształtowanie w sobie czegoś nowego, ile przywracanie w świecie i w sobie stanu równowagi. Człowiek, który zło dobrem zwycięża, przypomina bardziej lekarza opatrującego rany niż sportowca bijącego kolejne rekordy.
Dodaj komentarz