Kudłaty ma rację – najlepiej jednak dyskutuje się, gdy dany jest cały tekst. Tym bardziej, że „eschatologiczna” puenta pochwały przyjemności jest chyba fragmentem najbardziej niepokornym. J Zatem na św. Mikołaja zakończenie, choć być może zdecyduję się jeszcze na jakieś odrębne posumowanie…
*
Argumentując na rzecz niezmiennej ważności cnót (sprawności ułatwiających dokonywanie moralnie dobrych wyborów), Hildebrand ukazuje ugruntowanie świata wartości moralnych w religii i ostatecznie – w eschatologii. Pisze: „Sam Bóg jest szczytem i pełnią wszelkiej sprawiedliwości, wszelkiego miłosierdzia, wszelkiej miłości”; i dalej: „Każda bowiem wartość moralna jest szczególnym odbiciem Boga”. Przyzwyczailiśmy się tak myśleć i zwykle nie zastanawiamy się, co te stwierdzenia właściwie znaczą.
O ile miłość, jako dobro nieuwarunkowane, niezależne od zła moralnego czy fizycznego, możemy utożsamić z Bogiem, o tyle sprawiedliwość i miłosierdzie, jako wartości wewnętrznie powiązane ze swymi przeciwieństwami (odniesione do zła niesprawiedliwości i braku miłosierdzia), prowokują pytania. Czy mówiąc, że Bóg jest doskonale sprawiedliwy i miłosierny, chcemy tym samym powiedzieć, iż mógłby być niesprawiedliwy i niemiłosierny? Trudno przyjąć, że Bóg staje w sytuacji wyboru „albo dobro, albo zło moralne”, a tylko w takim wyborze uobecniają się wartości moralne. W swej istocie Bóg jest poza dobrem i złem moralnym – zło Go w sensie moralnym nie dotyka. Natomiast na pewno kocha, i w tej prawdzie zawiera się zapewne także wszystko to, co chcemy nieudolnie wyrazić, mówiąc o Boskiej sprawiedliwości i miłosierdziu.
Hildebrand często powtarza za Kierkegaardem, że moralność jest „tchnieniem wieczności”. Lepiej lub gorzej zdajemy sobie sprawę, że moralność jest konieczną doczesną drogą do nowego życia, ale jak należy rozumieć odniesienie do wieczności – owo „tchnienie”? Przecież w życiu przyszłym nie będziemy mieli okazji do praktykowania cnót moralnych. Dobry żołnierz wiele trudu wkłada, by wykształcić w sobie odruchy niezbędne na polu walki. Ale po co mu one będą potrzebne podczas wiecznego pokoju? Jak wierzymy, nie staniemy wtedy już nigdy przed dramatycznymi wyborami: pozostać uczciwym czy pójść na łatwiznę nieuczciwości? Dać świadectwo wierności, choć wiele nas to będzie kosztowało, czy zdradzić? Można się zatem zastanawiać, czy wartości moralne i moralnie doniosłe nie stracą wówczas dla nas realnego znaczenia. Być może, pozostaną jedynie czystymi ideami – pamiątkami naszych ziemskich zmagań…
Intrygujące jest przy tym to, że w przeciwieństwie do niepewnego eschatologicznego statusu wartości moralnych przyjemność nie straci swojej mocy, a nawet – jak się domyślamy – na intensywności jeszcze zyska. Choć w szczegółach nie bardzo potrafimy wyobrazić sobie nieba, to tego możemy być pewni, iż nie będzie ono nieprzyjemne. Wskazują na to choćby ewangeliczne przedstawienia królestwa niebieskiego jako radosnej biesiady. W każdym razie Biblia pozwala również i w taki sposób myśleć o wieczności. Przyjemność najwyraźniej ma przyszłość.
Dodaj komentarz