Ostatnia wypowiedź Benedykta XVI na temat antykoncepcji jest jego drugim w przeciągu kilku miesięcy komentarzem do encykliki Pawła VI „Humanie vitae” (o pierwszym już pisałem). Papież pyta: „Dlaczego świat, a także liczni wierzący, napotykają na takie trudności w zrozumieniu orędzia Kościoła” na temat antykoncepcji? O ile z przedstawionych przez KAI fragmentów listu można się zorientować, dla Benedykta XVI zło działań antykoncepcyjnych jest oczywiste. Na czym ono polega i dlaczego reszta świata tego nie rozumie?
Papież kilkakrotnie zaznacza, że wzajemny seksualny dar małżonków ma być „pełny”, „integralny”, „całościowy” i „bez zastrzeżeń” – tylko w ten sposób może być „prawdziwym aktem miłości”. Podkreślając to, Benedykt XVI ma przede wszystkim na myśli „możliwość zrodzenia nowego życia ludzkiego”, która jest wpisana w ów „integralny dar małżonków”. To dzięki tej „możliwości” miłość małżonków „nie tylko jest podobna, ale uczestniczy w miłości Boga”.
I tu pojawia się pierwsza seria pytań do Papieża: czy rzeczywiście tylko dzięki prokreacji miłość małżonków uczestniczy w miłości Boga? Czy zatem należy przyjąć, że Bóg jest nieobecny w aktach podejmowanych w okresach niepłodnych, które do poczęcia nie mogą prowadzić? Czy okazywanie sobie w gestach seksualnych małżeńskiej bliskości, radości i czułości jest pozbawione uczestnictwa w miłości Boga? Małżonkowie przeżywają wzajemne obdarowanie i jedność w sferze psychicznej i duchowej; to natomiast, co dzieje się w sferze biologicznej jest dla ich świadomości niedostępne. Czy dobrze rozumiem, że to właśnie ta niedostępna przeżyciu sfera biologiczna ma stanowić kryterium „prawdziwej osobowej jedności” i miłości? Często sfera ta okazuje się kapryśna, a czasem wieje grozą (komplikacje z ciążą, poronienia, choroby genetyczne, zagrożenie zdrowia a nawet życia matki). Czy to znaczy, że miłość Boga właśnie tak ma się też przejawiać: jako kapryśna, a niekiedy wręcz traumatyczna?
Można argumentować, że nie chodzi o robienie ze sfery biologicznej kryterium miłości, chodzi jedynie o poszanowanie tej sfery: integralność daru małżonków po prostu wyklucza działania antykoncepcyjne. Wiele małżeństw bezmyślnie i bez ważnych powodów pozbawia swą miłość płodności. Co jednak z tymi, którzy mają ważne powody, a bez swojej winy nie mogą korzystać z okresów niepłodnych? Czy w ich przypadku ostatecznym kryterium miłości nie staje się kapryśna biologia?
Papież nie wspomina o takich sytuacjach. Pisze jedynie, że „w poważnych sytuacjach, które nakazują odsunąć w czasie narodziny dzieci czy nawet je zawiesić” nabiera znaczenia „wiedza o naturalnym rytmie płodności kobiety”: „Metody obserwacji, które pozwalają parze ustalić okresy płodności, pozwalają jej zarządzać tym, co Twórca w swej mądrości wpisał w naturę człowieka, nie zakłócając integralnego sensu seksualnego daru”. Czy to znaczy, że dla jednych Twórca jest łaskawy, gdyż objawy płodności są czytelne i łatwe do wykorzystania we współżyciu seksualnym, a innym rzuca kłody pod nogi, bo naturalne planowanie się nie sprawdza? Co takim osobom Kościół ma do zaproponowania? Całkowitą wstrzemięźliwość? Jak Papież to rozumie – małżonkowie powinni zrezygnować ze sfery seksualnej w swoim małżeństwie? Spać w osobnych łóżkach? Czy rezygnując ze wzajemnego daru bycia „jednym ciałem”, nie naruszają o wiele poważniejszej „integralności” – integralności małżeństwa?
Wreszcie trzecia seria pytań. Papież niedwuznacznie daje do zrozumienia, że małżonkowie, którzy sięgają po praktyki antykoncepcyjne, mają kłopoty z panowaniem nad sobą: w przemówieniu mowa jest o „konieczności odpowiedzialnego panowania nad płciowością”, o tym, że technika nie „zastąpi dojrzewania wolności”, że konieczna jest tama dla „samowoli ludzkiej”. Czy nieopanowani i niedojrzali są także desperaci, którzy bez względu na trudności i tym bardziej z ich powodu po prostu chcą być blisko siebie i okazywać sobie miłość gestami seksualnymi? Czy opanowanie i dojrzałość w małżeństwie ma polegać w ostateczności na całkowitej rezygnacji ze sfery seksualnej?
I na koniec pytanie najbardziej bolesne dla tych, dla których papież jest duchowym autorytetem. Benedykt XVI, jako były wybitny profesor niemieckich uniwersytetów, a potem prefekt Kongregacji Nauki Wiary, doskonale zna dyskusje na temat antykoncepcji i świetnie zdaje sobie sprawę z teoretycznych i praktycznych trudności, do jakich prowadzi nauczanie Magisterium. Skąd zatem w przemówieniu zdziwienie, że tak liczni wierzący napotykają trudności w rozumieniu orędzia Kościoła?
Skomentuj ~misia4 Anuluj pisanie odpowiedzi