Co powiedzielibyście o prawodawcy, który za kradzież chleba dla głodnych dzieci karze śmiercią? Tyran, z którym lepiej nie mieć do czynienia…? Tymczasem chodzi o gen. Andersa, który w ostatnim okresie pobytu wojska polskiego w ZSSR, gdy Stalin celowo wstrzymał dostawy żywności, zmuszony był wprowadzić takie drakońskie prawo. I rzeczywiście je stosował, chcąc ratować wszystkich podległych mu Polaków, a nie jedynie wybrane jednostki. Gdy znamy kontekst, drakońskie prawo zaczynamy postrzegać jako uzasadnione, czyli sprawiedliwe. Zobaczcie, jak sytuacja zmienia ocenę danego czynu.
Przypomniałem sobie gen. Andersa, gdy stanąłem przed pytaniem, czy da się jakoś usprawiedliwić okrutną praktykę zabójstw honorowych stosowaną w niektórych krajach islamskich. Zapytacie: po co próbować usprawiedliwiać coś tak horrendalnego? Sprawa nie jest prosta. Niektórzy zabójstwa honorowe traktują jako przykład wspierający relatywizm etyczny: my (na Zachodzie, w Polsce) profanujemy świętości, np. kopulujemy z figurą Boga-człowieka wiszącego na krzyżu, oni (w krajach arabskich) kamienują dziewczęta przyłapane na zalotach. Kto dał nam prawo wynosić naszą zachodnią kulturę i wrażliwość etyczną nad kulturę i wrażliwość etyczną ludzi żyjących w innych częściach świata? – pytają relatywiści. Ci, którzy dają sobie takie prawo, stwierdzają, że arabowie to po prostu źli ludzie. Dość niebezpieczne stwierdzenie. A poza tym świadczące o rezygnacji z wiary w jedną wspólną wszystkim ludziom naturę ludzką, którą zresztą potwierdzają współczesne nauki: mamy ten sam DNA i – pomijając psychopatów – podobnie działające mózgi. Dlaczegóż mielibyśmy się tak bardzo różnić, jeśli chodzi o elementarne poczucie sprawiedliwości?
Zdecydowałem się na trzecie rozwiązanie: próbę zrozumienia (a każde zrozumienie jest też po części usprawiedliwieniem) tego bulwersującego – także mnie – zjawiska, jakim są zabójstwa honorowe.
*
Wróćmy do Andersa: była wojna, Stalinowi niezależne polskie wojsko było nie na rękę, chciał się go pozbyć obojętnie jakimi metodami. Polakom skupionym wokół gen. Andersa groziła zagłada. Tylko drakońska dyscyplina mogła uratować grupę, potrzeby poszczególnych jednostek zeszły wówczas na drugi plan.
Rozważmy także przykład klanu Beduinów, żyjącego w skrajnych warunkach na pustyni. Samotnie taka rodzina nie przetrwa, skazana jest na współpracę i pomoc innych klanów. Sprawą życia i śmierci jest zatem jej reputacja. Naruszenie reputacji naraża życie wszystkich członków klanu. Czy trzeba się dziwić, że reputacja będzie broniona drakońskimi zwyczajami?
Można by oponować, krytykując łączenie reputacji z tak rygorystyczną etyką seksualną. Ale tu z kolei chodzi o pewność ojcostwa: żaden klan nie zechce wydawać swoich synów za córki klanu z szarganą reputacją. Nie będą ryzykować wypruwania sobie żył w walce z pustynią o przeżycie dla dzieci, które mogą nie mieć ich genów. Troska o cnotliwość córek w tak skrajnych warunkach wydaje się zrozumiała.
*
Oczywiście powyższy opis niewiele ma już wspólnego z drakońskim prawem w krajach pławiących się w petrodolarach jak Arabia Saudyjska. Tam prawo to istnieje mocą tradycji, która już dawno przestała być aktualna i przede wszystkim mocą dyktatury. Uważam, że z powodu tej dezaktualizacji (braku kontekstowego uzasadnienia) takie kraje znajdują się w niestabilnej kulturowo sytuacji i gdy tylko władza stanie się mniej tyrańska, powinna nastąpić samoistna liberalizacja.
Owo przewidywanie można ująć w precyzyjne prawo, ale o tym następnym razem.
Skomentuj ~Zielony Anuluj pisanie odpowiedzi