Zgodnie z pomysłem, żeby moje wpisy były częstsze, zapisuję wynik refleksji nieukończonej… Chodzi chwilowo nie o etyczne uzasadnienie seksu, nad którym wciąż pracuję, tylko o nową interpretację kilku skomplikowanych etycznie przypadków. Przyszła mi ona do głowy, gdy podczytywałem „Zamiar i skutki” Barbary Chyrowicz oraz jej ostatnią książkę „O sytuacjach bez wyjścia w etyce”. Przypadki są następujące: (1) ciąża pozamaciczna; (2) syjamskie bliźnięta, które zginą, jeśli nie zostaną rozcięte – wówczas jedno ma szansę przeżycia (np. przypadek Jodie i Mary, o którym rozmawiam z Chyrowicz tutaj) oraz (3) 9-latka w ciąży mnogiej, która zagraża jej życiu (przypadek Brazylijki, o którym pisałem tutaj).
Łączy je ta sama „struktura” biologicznego związku co najmniej dwóch istot ludzkich, który nie jest symetryczny – jedna strona jest zależna od drugiej w taki sposób, że ostatecznie stanowi dla niej śmiertelne zagrożenie. Alternatywa jest taka: zginą obie strony, lub, po ich rozdzieleniu, tylko jedna. Owa zależna strona tak czy inaczej skazana jest na śmierć. Drugą cechą łączącą wszystkie trzy przypadki jest fakt, że decyzja spoczywa w dużej mierze na osobach trzecich – tylko lekarze są w stanie przypadki te zdiagnozować i tak czy inaczej zareagować. Drugi przypadek z kolei odróżnia od pozostałych fakt, że operacji rozdzielenia bliźniąt syjamskich nie da się przeprowadzić w sytuacji reanimacyjnej – musi być ona precyzyjnie zaplanowana. W sytuacji reanimacyjnej lekarz chwyta się wszelkich środków, by ratować pacjenta i do niej ewentualnie stosuje się zasadę podwójnego skutku.
Te przypadki bardzo wyraźnie ukazują różnicę między podejściem wspominanego już deontologizmu a podejściem teleologizmu. W interpretacji deontologicznej nie wolno nam bezpośrednio spowodować śmierci niewinnej osoby. Zatem lekarz powinien we wszystkich tych przypadkach czekać na rozwój zdarzeń i próbować ratować kogo się da w sytuacji krytycznej. W przypadku Jodie i Mary oznaczałoby to ich śmierć (Mary korzystała z płuc Jodie). Niektórzy katoliccy deontologiści w przypadku ciąży pozamacicznej uznają za dopuszczalne wycięcie całego jajowodu wraz z zagnieżdżonym w nim zarodkiem – ich zdaniem byłaby to aborcja niebezpośrednia, a więc dopuszczalna. Co kwestionuje Barbara Chyrowicz i ja się z nią w tym przypadku zgadzam. Twierdzenie, że nie niszczymy bezpośrednio zarodka wycinając chory narząd (a w nim zarodek), jest myśleniem życzeniowym.
Dla teleologistów natomiast w ogóle nie ma problemu. Z rachunku dóbr wynika oczywiste zachowanie: rozdzielenie obu stron, by przynajmniej jedną uratować. Taka postawa mierzi deontologistów (i mnie także), gdyż życie ludzkie nie powinno podlegać niczyjej kalkulacji. Nie chciałbym, aby ktokolwiek decydował o moim życiu na podstawie jakiegokolwiek rachunku.
Czy jest jakieś inne rozwiązanie?
Przyszło mi do głowy, że ów niszczący biologiczny związek można potraktować jako sytuację supererogacyjną. To trudne słowo opisuje zachowania moralnie wartościowe, ale nie obowiązkowe. Np. moralnie chwalebnym jest oddanie własnej nerki, ale nikt nie ma takiego obowiązku, nawet gdyby taka nerka ratowała czyjeś życie. Wyobraźmy sobie transfuzję krwi: krew dawcy bezpośrednio podtrzymuje czyjeś życie. Ale na sutek tego krwiodawstwa życie dawcy zaczyna być zagrożone. Nikt nie miałby wątpliwości, że zabieg należy przerwać, nawet jeśli skutkiem tego byłaby śmierć biorcy.
Przedstawiłem tę interpretację siostrze Chyrowicz. Spotkała się z krytyką jako sztuczna i grzesząca błędem naturalizmu (nieuprawnione utożsamienie osobowej i dobrowolnej relacji dawca-biorca np. z biologiczną relacją organizm matki-organizm dziecka). Do tej pory nie zawracałem Wam głowy moimi pomysłami, które równie szybko pojawiały się, co gasły. Ale skoro chcecie uczestniczyć także w moich porażkach – proszę bardzo. J
Skomentuj ~Rafał Anuluj pisanie odpowiedzi