Zostawiłem sobie komentarz Woja do mojego poprzedniego wpisu na deser – rzuciłem okiem i pomyślałem, że robi się ciekawie: ostry zarzut niespójności logicznej! Ale przy uważnym przeczytaniu, rozczarowałem się: jeśli ktoś powołuje się na logikę, powinien sam być precyzyjny. Tymczasem wyrwane z mojego tekstu zdania: „problemem nie tyle jest nauczanie Kościoła, co sam Kościół” i „dlaczego nauczanie Kościoła nas tak irytuje”, nie przeczą sobie. Nauczanie nas irytuje, zastanawiamy się dlaczego, i dochodzimy do wniosku, że u podłoża tej irytacji jest nasz kłopot z autorytetem Kościoła. By przyjąć nauczanie, trzeba uznać autorytet nauczającego – co tu jest nielogicznego?
Woj przypomina mi kogoś, kto wpadał na chwilę, usłyszał jedną wypowiedź, i zdziwił się, że nie rozumie. Zwykle nie łatwo jest zrozumieć wypowiedź wyrwaną z kontekstu dyskusji. A blog to nie wykład, tylko dyskusja (przynajmniej ten blog). W związku z tym ma wszystkie cechy dyskusji. Nie posługujemy się językiem „technicznym”, tylko potocznym, który z natury jest mało precyzyjny. Słowo „problem” może oznaczać coś, co kłuje nas w oczy, a może też wskazywać na jakąś głębszą niezgodę, której zrazu wyraźnie sobie nie uświadamiamy. W ostatnim wpisie użyłem słów trudniejszych J – paradygmat i archetyp – tylko dlatego, że dokładniej oddają to, o co mi chodzi. Paradygmat to całościowe spojrzenie porządkujące na nowo jakąś dziedzinę, archetyp – to z kolei nie wymyślony przez nas wzorzec, który wpływa na rozumienie doświadczenia. Czasem też w ferworze dyskusji na zasadzie wahadła formułujemy zbyt ostre tezy; czasem je odruchowo wyostrzamy, by łatwiej je poddać sprawdzeniu. To nie wady dyskusji! Dzięki nim dyskusja jest żywa i daje się ją – mam nadzieje – czytać.
W komentarzu Woja jest złośliwa wobec mnie i uczestników dyskusji sugestia, którą jedynie odnotowuję: „Dalej okazuje się, że to wcale nie jest [problemem] sposób przekazu tylko tępota odbiorców, którzy nie rozumieją podstawowych pojęć”. Są też pytania: „Wydaje się, że dochodzisz do wniosku, że doświadczanie Boga odbywa się bez instytucji Kościoła. (…) Co cały Twój tekst ma na celu? Czy mógłbyś to napisać w jednym zdaniu? Czy starasz się udowodnić, że instytucja Kościoła szkodzi i jest nie potrzebna?”. Przypominam, że w moim wpisie zwróciłem uwagę na prowadzące, jak mi się wydaje, do nawrócenia paradygmatyczne (a jakże! J) doświadczenia bezsilności i dziecięcej zależności. Napisałem, że rolę i sens Kościoła można odczytywać dopiero w ich świetle. Co starałem się w ten sposób udowodnić?
Zgodnie z „logiką” pytań Woja zacząłem się zastanawiać, co mieli na myśli ojcowie soborów w Nicei i Konstantynopolu, umieszczając wyznanie wiary „w jednego Boga” na samym początku Credo, a o Kościele wspominając dopiero gdzieś na końcu. Czy potrafiliby to wyjaśnić „jednym zdaniem”? Może starali się przez takie „schowanie” Kościoła „udowodnić, że instytucja Kościoła szkodzi i jest niepotrzebna”?
Ale żeby całkiem nie zmarnować emocji wywoływanych frazą „niespójność logiczna”, to zwrócę uwagę na ważną rzecz: wypowiedzi o wierze często oskarżane są o logiczny błąd „błędnego koła”. Tak czyni np. wybitny agnostyk prof. Jan Woleński w interesującej książce „Granice niewiary”: wierzący wierzą w Boga, bo taka wiara jest przekazywana w Kościele, z kolei wierzą w Kościół, bo jest on z ustanowienia Bożego – i tak w kółko Macieju. Moim zdaniem nie jest to logiczne błędne koło. Wiara jest dynamicznym procesem, w którego naturę wpisane są sprzężenia zwrotne, a nie liniowym rozumowaniem, którego jakość precyzyjnie kontrolują narzędzia logiczne – zawsze zresztą w takim liniowym rozumowaniu pozostaje pytanie o początek, czyli o aksjomaty. My, wierzący, nie musimy się czuć jakimiś „odmieńcami”. Zauważcie, że nie tylko w religii jesteśmy na te sprzężenia zwrotne skazani: a poznanie (nie ma „gołych faktów”)? A język (co jest konwencją, a co zastaną strukturą)? A kultura (czym jest rozumienie)? Dlatego filozofia humanistyczna w sporze z filozofią analityczną mówi o „kole hermeneutycznym”, a nie o „błędnym kole”. Coś jest na rzeczy.
I jeszcze jedno: wiara jest procesem o wybitnie nieliniowym charakterze – pewne doświadczenia są wyraźnie wyróżnione, porządkując na nowo nasze postrzeganie siebie i świata. Ale mieliśmy rozmawiać o seksie, a nie o wierze… J
Skomentuj edytka9@amorki.pl Anuluj pisanie odpowiedzi